Śledztwo ruszyło niemal natychmiast. Prokuratura i Służba Bezpieczeństwa nadały mu kryptonim „Luboń”. Nie szukano tylko odpowiedzi technicznych. Oprócz dowodów, badano plotki, nastroje, zbierano komentarze pracowników i mieszkańców. [odgłos pisania na maszynie, dzwoni telefon] Podejrzliwe państwo chciało wiedzieć wszystko — także to, co ludzie szeptali między sobą. Sprawdzano różne scenariusze, łącznie z tym, że tragedia w rzeczywistości nie była wypadkiem.
Prawda okazała się jednak prozaiczna. I bardziej przerażająca niż sabotaż.
Za tragedię odpowiadał splot zaniedbań. Złe zabezpieczenia przeciwpożarowe, nadmierne zapylenie, brak sprawnej wentylacji, niedostateczna kontrola i fatalny stan techniczny urządzeń. Zlekceważono zagrożenia i miesiącami ignorowano sygnały alarmowe. Były to czasy głębokiego komunizmu, gdzie normy bezpieczeństwa nie były traktowane zbyt poważnie. Tragedia była zatem skutkiem systemu, w którym liczyła się produkcja, a nie człowiek.

Visit Social media:
Share Social media: